niedziela, 20 listopada 2011

Comeback


Niestety, stało się tak, jak przewidywałem... Ktoś puścił parę i wieść o tym, że blog odżyje, zdążyła już obiec cały świat, nie omijając mediów papierowych...
Dyskrecja naszych czasów...
Przykro mi zatem - dla mnie sytuacja też nie jest łatwa - zamiast pisać te słowa z perspektywy twórcy, pozostaje mi zwykła relacja. Ma to niby swoje plusy - wystarczy poszperać w tym, co o nowej notce piszą media i w zasadzie nie muszę się wysilać... no ale. ;)

A propos mediów - przez nieplanowany przeciek (który notabene jest dogłębnie badany, a sprawcy/ów poszukują psy i śmigłowce, choć póki co efekt jest marny - znaleziono jedynie przeciek w pobliskim basenie i dwie dziurawe puszki po piwie), dotarły do mnie pierwsze reakcje. Swoją satysfakcję wyrażali już przedstawiciele Fidżi, król Vanuatu i gubernator Seszeli, a rozczulającego eska przysłał Obama.
Entuzjazmu nie kryły też przedstawicielki Światowego Zjazdu Fanek Sex&The City...
... a nawet Eskimosi ze Svalbardu, którzy jednak byli na tyle wyrachowani, że korzystając z uniesionej atmosfery próbowali zhandlować mi dwie tony wielorybiego tranu i tonę lodu w kostkach.
Nie pozostało mi zatem nic innego, jak wyrazić światu wdzięczność za ciepłe powitanie i odwdzięczyć się popisem akrobatycznym tresowanych płazów, specjalnie dla Was.
Żaby tańczą dziś tylko dla Was
Z trudem opanowując wzruszenie, witam ponownie na pokładzie! Ahoj, kokodżambo i do przodu!

P.S.
Sprawa żurawinowa zakończyła się pomyślnie, paczka dotarła - mimo że szła wieczność, aby ostatecznie i tak przeleżeć dwa tygodnie na poczcie... ;)
W każdym razie, jej zawartość prezentuję poniżej:


P.S. 2
Podczas tworzenia tekstu nie ucierpiała żadna żaba.

1 komentarz: