W 1967 roku Stanley Milgram przeprowadził pewien eksperyment. Wysłał do kilkuset losowo wybranych mieszkańców Nebraski i Kansas list, prosząc o przekazanie go jego przyjacielowi, również mieszkającego w Stanach. W razie, gdyby adresat owego przyjaciela nie znał, list miał być przekazany do osoby mogącej być "bliżej" celu. Co ciekawe, większość listów wreszcie do przyjaciela dotarła, przechodząc po drodze przez ręce średnio sześciu pośredników.
Wnioski są ciekawe - dla dużych populacji, np. mieszkańców Polski, powinno działać to na podobnej zasadzie. Czyli ja znam kogoś, kto zna kogoś znającego kogoś innego, znającego z kolei kogoś, kto zna wreszcie osobę znającą X, czyli dowolną osobę w kraju. Jest to tzw. "sześć stopni oddzielenia" - tylko tyle muszę pokonać, by mieć w zasięgu dowolną osobę w populacji.
Fajne, nie? :) Jaki ten świat malutki. Ale teraz będzie jeszcze lepiej. Jako że od eksperymentu Milgrama minęło dobre 40 lat, co nieco mogło się pozmieniać. Badacze z Facebook Data Team także podzielili ten pogląd i oto co im wyszło z badania zależności między użytkownikami Facebooka (800 mln, czyli ponad 11% populacji świata - niezła grupa) - dystans i liczba potrzebnych skoków zmniejszyły się. Dziś potrzebujemy pięciu pośredników, by dotrzeć do 99,6% ludzi i tylko pięciu "hop", by dotrzeć do 92%.
Co jeszcze ciekawsze, wg badania w obrębie jednego kraju wystarcza dwóch pośredników, tj. 3 hopy. Dobre? Dobre! Czyli tylko dwie flaszki dzielą nas od dotarcia do dowolnej osoby w kraju. Teoretycznie. ;)
Może to tylko głupie badania, ale jakoś tak lepiej będzie mi się spało wiedząc, że prawie na pewno znam kogoś, kto zna kogoś, znającego tego, kto ma w zasięgu znajomego Stevena Spielberga czy innego "holiłud dajrektora", co kręci w Juracie. ^^

Czyli znam kogoś, kto zna kogoś, ten ktoś kogoś, kto zna kogoś, kto zna innego kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś i ten ktoś kogoś, kto zna kogoś, kto zna mnie? :D
OdpowiedzUsuńFaaaajneeeeee ^^