wtorek, 22 listopada 2011

Zimno? Spójrz tutaj.

Zimno... Niestety, zaczyna się chyba najgłupszy czas w roku, kiedy nie dość, że się marznie, to jest szaro, buro, ciemno i ogólnie do bani. I to potrwa aż do pierwszego śniegu.

I co teraz? Można siąść i płakać, lepiej chyba jednak spojrzeć na poniższe zdjęcie i uświadomić sobie, że spacerowanie przy -2 stopniach, będąc zakutanym w dwa swetry, kurtkę i szal to nie jest najbardziej ekstremalna sytuacja naszych czasów.

No bo co wy na kemping pośrodku tundry? I to jeszcze przy otwartym namiocie...

Pasterz Saami pośrodku lapońskiej tundry

poniedziałek, 21 listopada 2011

A paszoł mnie z tymi reklamami...

Reklama. Czegóż (nie) chcieć więcej? Każdy ją zna, spędza z nią mnóstwo czasu, ale jakoś mało kto jest w stanie się z nią zaprzyjaźnić. Nic dziwnego, zwłaszcza dziś, kiedy natrętni marketingowcy co i rusz wtryniają swoje długie nochale w naszą prywatną przestrzeń, skutecznie ją zatruwając.


Nie mówię już o telewizji, gdzie w najlepszym przypadku bloki reklamowe przed, w trakcie i po potrafią być dłuższe niż sam program do którego są podczepione. Wiem, wiem - TVN czy Polsat to nie Caritas, bla, bla, bla, i zarabiać muszą. Co nie zmienia faktu, że mam na pasma reklam permanentną alergię i unikam ich jak ognia - wychodzę, zmieniam kanał czy zwyczajnie, beztrosko 'wyłączam się' (choć pewnie za parę lat dowiem się, że wystawiam w ten sposób swoją bezbronną podświadomość na pastwę reklamowych żarłaczy...).

W radiu nie lepiej. Dlaczego? Bo głupiej niż tam to chyba się nie da. Naprawdę, te wszystkie głupoty o lekach na: hemoroidy, zakwasy, prostatę, menopauzę, tycie i kij wie co jeszcze dawno przebiły dno i są pewnie już od dawna w trakcie beztroskiej wędrówki na antypody. Ta, te beztroskie: "Zosiu, weź Pierdzi-easier, będziesz mogła jeść fasolę i nie będziesz już nigdy musiała się wstydzić!"...


Ale tam... Mówią, że szkoda strzępić języka tam, gdzie nie ma żadnego pola do manewru. Jak więc wygląda sprawa w kwestii Internetu?


Jest lepiej. Znaczy, żeby nikt źle nie zrozumiał - jak dla mnie sieć to największa wylęgarnia debilizmu, głupoty i pokrewnych w historii świata. NAJgópsze mjej$ce EVER. Tylko tu pełzną ku nam reklamy tych wszystkich, którym zabrakło siły przebicia/kasy/wstydu, aby reklamować się w tradycyjnych mediach. Marketing fekalny, a fe, biorący się za promowanie każdego bzdeta i to najlepiej w taki sposób, aby skutecznie uniemożliwić spokojne surfowanie. A co się szczypać będą - tu wyjadą z planszą na cały ekran, tam schowają do niej krzyżyk, a jeszcze gdzie indziej krzyżyk pokażą, ale zrobią psikusa, że po najechaniu kursorem skubaniec będzie zmieniał położenie.

I co? Ja, poważny człowiek, będę się za krzyżykiem uganiał? Sorry, ja nie Solidarny 90210 (czy jakoś tak...). No i się nie uganiam, tylko instaluję... czystą magię i remedium na większość zła tego świata.

Adblock. Ot i miś na miarę naszych możliwości - genialna wtyczka do przeglądarki, blokująca niemal całość reklamowej papki. Uwierzcie, z nim życie jest piękniejsze, a na ekranie jakby przewiewniej. :)

Do pobrania:

Spróbujcie, miliony Polek nie mogą się mylić!

Zadowolone użytkowniczki Adblocka
P.S.
Szkoda, że na to nie ma działającego sposobu...


niedziela, 20 listopada 2011

Comeback


Niestety, stało się tak, jak przewidywałem... Ktoś puścił parę i wieść o tym, że blog odżyje, zdążyła już obiec cały świat, nie omijając mediów papierowych...
Dyskrecja naszych czasów...
Przykro mi zatem - dla mnie sytuacja też nie jest łatwa - zamiast pisać te słowa z perspektywy twórcy, pozostaje mi zwykła relacja. Ma to niby swoje plusy - wystarczy poszperać w tym, co o nowej notce piszą media i w zasadzie nie muszę się wysilać... no ale. ;)

A propos mediów - przez nieplanowany przeciek (który notabene jest dogłębnie badany, a sprawcy/ów poszukują psy i śmigłowce, choć póki co efekt jest marny - znaleziono jedynie przeciek w pobliskim basenie i dwie dziurawe puszki po piwie), dotarły do mnie pierwsze reakcje. Swoją satysfakcję wyrażali już przedstawiciele Fidżi, król Vanuatu i gubernator Seszeli, a rozczulającego eska przysłał Obama.
Entuzjazmu nie kryły też przedstawicielki Światowego Zjazdu Fanek Sex&The City...
... a nawet Eskimosi ze Svalbardu, którzy jednak byli na tyle wyrachowani, że korzystając z uniesionej atmosfery próbowali zhandlować mi dwie tony wielorybiego tranu i tonę lodu w kostkach.
Nie pozostało mi zatem nic innego, jak wyrazić światu wdzięczność za ciepłe powitanie i odwdzięczyć się popisem akrobatycznym tresowanych płazów, specjalnie dla Was.
Żaby tańczą dziś tylko dla Was
Z trudem opanowując wzruszenie, witam ponownie na pokładzie! Ahoj, kokodżambo i do przodu!

P.S.
Sprawa żurawinowa zakończyła się pomyślnie, paczka dotarła - mimo że szła wieczność, aby ostatecznie i tak przeleżeć dwa tygodnie na poczcie... ;)
W każdym razie, jej zawartość prezentuję poniżej:


P.S. 2
Podczas tworzenia tekstu nie ucierpiała żadna żaba.