poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Sajmon i Puszka Pandory, akt II

Nie istnieje w przyrodzie akcja, której nie towarzyszy stosowna reakcja.


Był spokojny, czwartkowy poranek. Obywatel M. popijał herbatę, korzystając z kilku chwil nieintelektualnego relaksu, obserwując poranne ożywienie za oknem. Nic nowego - kilkanaście samochodów, wszędzie i zawsze spieszący się ludzie, zaganiani kurierzy, obładowani po samo niebo kolekcjonerzy metali kolorowych.

Samo życie - ot, rutyna. Chociaż... do czasu. W pewnym momencie zadzwonił telefon...

Drrrrryń!
Dalej było już niezłe zaskoczenie - to był Pan z centrali Biedronki "w sprawie robala". Popytał trochę o okoliczności dokonania odkrycia obcej formy życia, trochę poprzepraszał. Zapytał też czy może przekazać mój numer producentowi feralnej żurawinki. Zgodziłem się, a co.

Jeszcze dalej było tylko lepiej! Po paru godzinach zadzwoniła miła pani z firmy Atlanta. Znów krótkie śledztwo w sprawie niechcianego znaleziska, przeprosiny i w końcu... prośba o adres.

Skutek? Od paru dni oficjalnie czekam na paczkę przeprosinową z firmy Atlanta. :D
Mam tylko nadzieję, że tym razem obędzie się bez niespodzianek...

środa, 10 sierpnia 2011

Sajmon i Puszka Pandory


Piekielny ze mnie człowiek, ale to już chyba kiedyś mówiłem. :) Nie dalej jak parę dni temu, nie chcąc płacić 20 zł za odesłanie chińskiego szmelcu nasmarowałem na całą stronę reklamację, podpierając się paragrafami z Kodeksu Cywilnego (opiszę, pokażę, jak tylko będzie jakiś odzew), a dziś już pieniaczę się dalej.

Co się stało się? Genesis, cud narodzin, proszę Państwa! Z suszonej, biedronkowej żurawiny... wylęgło się coś. Prawie jak w "Obcym" z Sigourney Weaver.

Klasyka!
Coś, chcąc nie chcąc, nieco mnie wzburzyło. Nie mam co prawda nic do pokojowej koegzystencji na naszej planecie, kieruję się zasadą "żyj i daj żyć innym", ale jeśli coś wykluwa się z mojego jedzenia... No, wtedy to już lekka przesada. ;)

Puszka Pandory...


Co zrobić zatem - nie unosząc się strasznym gniewem, a jedynie nieprzyjemnym ukłuciem gdzieś nieopodal trzustki, trzasnąłem kilka fot, wlepiając biedronkowemu Biuru Obsługi Klienta takie oto pismo:

"Szanowni Państwo,

Sklepy sieci "Biedronka" w zasadzie od zawsze kojarzą mi się pozytywnie, jako miejsce połączenia racjonalnych cen i często atrakcyjnej oferty. Nic więc dziwnego, że na przestrzeni ostatnich paru lat Państwa sieć została jedną z moich ulubionych - a nie stałoby się tak, gdybym nie był usatysfakcjonowany poziomem "biedronkowej" oferty.

Niestety, jak mówią, nic nie trwa wiecznie. Kilka dni temu moja Mama zakupiła w Państwa markecie  pojemnik z suszoną żurawiną. Ku mojemu zdziwieniu, a następnie przerażeniu i obrzydzeniu przedwczoraj w pojemniku z owocami... wylągł się owad. Z początku wziąłem go za zaschnięty, podklejony do wieczka owoc. Co "najlepsze", to wrażenie rozwiał sam "bohater", rozpoczynając po chwili spacer wokół wieczka. W załączniku przesyłam kilka zdjęć.

Nie wiem, w czym leży problem - przechowywaniu, transporcie czy może stricte jakości dostarczanego do Państwa towaru. Wiem jednak, że po suszone owoce nie sięgnę przez bardzo długi czas, a Biedronka utraciła sporą dozę mojego, konsumenckiego zaufania.

Z wyrazami szacunku,
XXX"

Zobaczymy czy są tam ludzie, dla których liczy się honor. Tylko wyglądać listonosza. :)

A oto Pandora w pełnej krasie :)

niedziela, 31 lipca 2011

Polska czołowym producentem deszczówki...

O, a tam po lewej stały leżaki... dopóki ich nie zmyło.

Się porobiło. To naprawdę nie jest już śmieszne - lipiec się kończy, a pogody ni widu, ni słychu. Paranoja - niemal bez przerwy niebo zasnuwają chmurzyska, tylko od czasu do czasu dopuszczając pojedyncze, mizerne promienie słońca.
To jest jakaś prowokacja! Mokra sprawa...

Kremy do opalania sprzedam. Nieużywane... Tanio!

Ja nie wiem: czy to jest najgorszy lipiec stulecia, czy może to ja tak marudzę i od braku słońca wpadam w zimową depresję... Melanina mi się ścina czy coś? W każdym razie paskudnie jest. Nie dla wszystkich może... ale jednak jest.

Może nie wiecie, ale producenci foliowych deszczaków na riksze przeżywają złoty okres.

W każdym razie, ma być lepiej. Jak będzie - się okaże. A tu maleńki promyczek nadziei (promyczunio?):
"Pierwsza połowa sierpnia – czyste niebo i wysokie temperatury" .

Tylko się nie napalajcie, żeby mi tu nikt nie pisał, że mu przeze mnie smutno :)